sobota, 18 listopada 2017

Singielka

Dla farb i kredek zrobiłam bombkę!
Czyli praca z kategorii "cuda panie, cuda się zdarzają"
http://farbyikredki.blogspot.com/2017/11/inspiracja-od-marii-babijew-dla-sklepu.html

To,że nie lubię robić bombek i nie jest tajemnicą!
Każdego roku powtarza się ta sama historia, nie będę robiła bombek i koniec.
Jako niepokorna dusza nie lubię, nie umiem wpisywać się w obowiązujące standardy, trendy...
Wolę je kreować. Choćby sama dla siebie, ale wiem, że chodzę wtedy swoimi drogami jak ten kot.
Czasem wpadam na kolizyjny tor, ale to są uboczne skutki "picia wódki";-)
Jednak jak, tak wszyscy, wszędzie zaczynają nucić "cichą noc" wszystko i wszędzie zaczyna się świecić, mienić, wszystko i wszędzie zaczyna się robić złote i czerwone i brokatowe, to i daję się wkręcić w ten świąteczny czas i... biorę się za ozdoby świąteczne;-)
W tym sezonie "zrobiła się" jedna! Ale za to jaka?
Duża bomba przezroczyste pleksi. Koncepcje na nią były dwie, ale wyszedł mix.
A dlatego, że w tzw międzyczasie, jak bombka już była w robocie w tzw "work in progress" jak to się ostatnio zgodnie z zachodnią modą pisze, dostałam paczkę z Farb i Kredek z konikami oczywiście, ale w pace był też Mikołaj z reniferami!!!
No i zostałam postawiona w pozycji ZONKA.
Co tu wymyślić aby wilk był syty i owca cała?
Połączyć ;-)))
No i mamy pierwsza wersja to przezroczysta bombka zdobiona od środka, papier klasyczny, akryle, postarzacze, i efekt lustra, którego mi zabrakło (powinnam mieć wiaderko a nie długopisik z penartu) na tak wielką bombę;-( Pojemniczek był już z lekka nadużyty ale bez przesady, efekt lustra więc dokończyłam szlagmetalem.
I tu przyleciał Mikołaj! Trzeba było więc go wkomponować w powstającą bombkę, bo drugiej już raczej nie będzie.
Wycisnęłam więc z foremki Mikołaja razy dwa, zamknęłam całość opaską z masy DAS, poszlagmetalowałam, pobrudziłam akrylem, pobitumowałam i dla dodania fikuśności formie i zamaskowania sznurka do powieszenia zrobiłam jeszcze dwa elementy z masy DAS z foremek PRIMY, sypnęłam brokatem, dmuchnęłam efektem syrenki i jest!
Plan na ten rok wykonany;-))) Uffff...










czwartek, 16 listopada 2017

Mikołaj

Tym razem coś bardzo, bardzo prostego;-)
Mikołaj jedzie przez las, prezenty wiezie. Prawdą jest, że ten Mikołaj długoooo do mnie jechał;-(
bo foremka Mikołaja z reniferami jest hitem zeszłorocznym...
A do mnie doleciał na swym zaprzęgu dopiero tej jesieni. Musi miał dużooooo roboty, albo tego roku zaczął szybciej?
Jak było, tak było... foremka z Mikołajem jak i koniki wszędzie obecne, są tak fajne, że nawet hitowo przeterminowane nadają pracom wiele uroku. Cieszę się wiec, ze pózno, bo pózno ale mam i ja. Podejrzewam, że jak dożyję następnego sezonu to nie omieszkam znowu ich użyć. W koncu Mikołaj jedzie do nas, co roku od wieluuu, wieluuuu lat ;-) I oby tak jezdził jeszcze długoooo. Bo czeka się na niego niezmiennie od zawsze, od dziecka, od wieku średniomłodego, po starość, niech mi ktoś powie, że jego wizyta jest niemile widziana?
Zawsze, ale to zawsze oprócz prezentów wiezie radość, ciepło, uśmiech, nawet jak z prezentami krucho, to reszta jest bezcenna...
Mojego Mikołaja wycisnęłam z mojej ulubionej masy DAS! i nic mi nie śmierdzi, nic mi się nie lepi, nic mi się nie paskudzi, nawet kolor mi pasuje... dziwne?
Nalepiłam go MAGIKIEM, i wszystko się trzyma!
Tełko machnęłam pastą strukturalną, pogrzebałam w niej i wygrzebałam ostrym narzędziem las.
Pomalowałam akrylami, dałam troszkę ( jak dla mnie to minimalną ilość) złotka, popstrykałam kropeczkami, przejechałam BITUMEM i pociągnęłam matowym Bartkiem.
Całość jest zrobiona na zrecyklingowanej, czyt nie nadającej się do kuchni deseczce.










piątek, 27 października 2017

Huragan

Patrzę przez okno jak wzmaga się wiatr...
Nadchodzi Grzegorz:-))) tak został nazwany huragan, który zbliża się do naszej części Polski.
Może gdybym wiedziała, że nadchodzi coś takiego to bym się zaasekurowała a tak dałam się wciągnąć w zawieruchę, która wisiała nade mną i nie tylko, od jakiegoś czasu. Ciemne chmury się zbliżały, gromadziły i... niestety skończyło się to wielką ulewą, gradobiciem, zmyło, spłynęło z hukiem. Huragan przeleciał i... zrobiło mi się lekko na duszy, a powinnam mieć wyrzuty sumienia, powinnam bić się w piersi, przepraszać, kajać się i co tam jeszcze! A tu nic...
Znane jest powiedzenie "kto sieje wiatr zbiera burze" tylko ,że burze zebrała osoba tak naprawdę boguduchawinna:-))) Miała dobre chęci, dobre zamiary, dobry start, ale postawiła na złego konia! A reszta stada się znarowiła i ogary poszły w las, szukaj wiatru w polu !@#$%^&*()_
A zaklinałam się, że nigdy, ale to nigdy nie wejdę w zestaw stojący na kolizyjnym torze, nie dam się wciągnąć w manipulacje, układy, układziki i co tam jeszcze... no i d***
Gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść, każda sroczka swój ogonek chwali, albo swój ogonek trzyma i moja mojszość jest najmojsza. Czasem pozory są bardzo mylące i nie słucha się dobrych podpowiedzi, sugestii, bo dobrymi radami to piekło ponoć wybrukowane, jak SE człowiek czółka nie rozbije to trudno mu po rozum trafić.
Ja już SE parę razy to czółko roztrzaskałam, a widać dalej idę jak ta ćma do światła na zatracenie, tym razem w porę? powiedziałam stop!
Wiatru się narobiło, ale może, może na dobre to wyjdzie...innym.
Ja już wyszłam na tym właśnie jak Zabłocki na mydle.
Ale co tam twardy ci ja człowiek czyt baba i co cię nie zabije to cię wzmocni.
Po raz któryś dostałam po łapach, dostałam nauczkę, że się nie pcha paluchów między drzwi, i nie wpada między wódkę a zakąskę.
Stary człowiek a głupi... tzw polak mądr po szkodzie hehehehe
Nienawidzę jak się mnie próbuje wmanewrować w jakieś swoje rozgrywki, manipulacje, rozgrywać swoje działania kosztem innych, raz postawiłam się w roli mediatora i dostałam po dupsku z obu stron, jedna nie zrozumiała a druga chce być za cwana!
Ale jest jeszcze takie powiedzenie, że karma wraca! Kto od mieczem wojuje ten od miecza ginie, poczekamy zobaczymy...
Albo inaczej jeszcze, jak temu "komuś" było to "coś" co zrobił do szczęścia potrzebne i zabrał mi to "coś" co niby było dla mnie ważne, to niech bierze, na zdrowie, ja nie czuję straty i bez "tego"  jestem szczęśliwa;-)))
Na dziś jest mi przykro, szkoda, że przez przypadek "dołożyłam" nie tej osobie co trzeba, rykoszetem oberwała inna osoba, która pomyliła instytucje charytatywną i żerowanie na ofiarę na innych... a ja jestem wolna;-)))
Czuję się jak ten Rabin co to kazał Mośkowi, albo jak ten Mosiek co mu ten Rabin kazał kupić kozę a potem ją sprzedać...
Wynikiem całej tej sytuacji są prace, które pewnie by i tak powstały bo mi jakoś na stare lata zachciało się podziałać na dużym metrażu. Bo ja już nic nie muszę i nikt nie będzie mi mówił co ja muszę. kiedy muszę!
A z drugiej strony jak nie teraz to kiedy, jak pędzel w ręce nie będzie chciał się trzymać?
Mamy więc pracę 100cm na 70 cm zmediowaną po mojemu, czyli dużo malowania, dużo stemplowania, złocenia tak na bogato, takie BOHO.
Metodą kupna nabyłam stemple PRIMY i się nimi bawię a cooooooo;-)))
Praca wykończona na super mat "Bartkiem" z lekkim dodatkiem błysku po krawędziach.